Forum dyskusyjne

RE: Awersja do bliżej poznanych osób.

Autor: RubasznyBuzdygan   Data: 2023-05-17, 18:42:21               

Nie napisałem "znajdź darmowego ebooka i filmy na YT, resztę olej". Założyłem, że jeśli ktoś szpera po necie zamiast iść do psychologa to wykrył jakąś niespójność i szuka odpowiedzi, ale nie jest gotów iść do specjalisty, bo się czegoś boi.

Nie oceniam też czy ludzie tutaj piszą o swoich problemach, bo czują się bardziej anonimowi, czy też ze skąpstwa, bo nie chcą wydawać hajsu a wolą wygadać się i może ktoś pomoże a może nie.

To co uważam za istotne i <b>podkreśliłbym</b> w swoich wypowiedziach, gdybym mógł to "trzeba od czegoś zacząć" a następnie iść w kierunku rozwiązania.

Przykład hipotetyczny. Gdybym rozpoznał u siebie lub w swoim życiu jakieś niepokojące objawy, to co powinienem zrobić? Używając wojskowej nomenklatury - rozpoznanie to klucz. W psychologii to za pewne wywiad środowiskowy lub podobnie.

Podstawowa autodiagnostyka. Czyli analizujemy swoją sytuację, emocje, itd. Jeśli pewne sprawy są klarowne to linkujemy je i wyciągamy wnioski, jeśli nie to uznajemy to za białą plamę na naszej życiowej mapie. Mając taką przygotówkę możemy poprzez zapytania szukać wiedzy o tym i czasem po prostu to wystarczy.

Jeśli jednak kręcimy się z czymś w kółko to najlepszy znak, że potrzebujemy wsparcia z zewnątrz i wtedy z całym naszym zdobytą wiedzą uderzyłbym do specjalisty.

Dla jednych taki wywiad to 5 minut roboty, bo sytuacja może być mega poważna, ale banalna do opisania. Dla innych to może być wstanie lewą nogą z łóżka od 10 lat, ale w sumie nie wiadomo o co mi chodzi, bo po czekoladzie już mi lepiej. (uwaga: ironia).

Dlatego fajnie, jeśli ktoś się angażuje w samodzielne rozwiązywanie własnych problemów, bo to jest najlepsza droga do samodzielnego i względnie szczęśliwego życia moim zdaniem. Warto to jednak robić z zegarkiem w ręku (albo kalendarzem), bo jeśli prokrastynujemy oszukując siebie samych to marnujemy życie i już lepiej udać się po wsparcie do specjalisty.

Z własnego przykładu podam, że pewne aspekty relacji damsko-męskich w przeszłości nie były dla mnie do końca jasne. Albo były ale zostały stanowczo zanegowane i swoje wnioski odrzuciłem (błędnie) jako nieprawdziwe. I tu doświadczałem pewnego dysonansu poznawczego. Ale jako, że z natury jednak jestem trochę badaczem, to gnębiłem temat i szukałem odpowiedzi wśród ludzi oraz literatury. Ludzi bardziej obserwuję, bo wtedy mniej kłamią ;-) Książki natomiast pozwalają podumać nad słowami, które zostały w nich zawarte i zawsze można do nich wrócić. Dwa, że żyję jeszcze przeświadczeniem, że ktoś kto pisze książkę i się podpisuje pod treścią lepiej wyważa słowa w niej zawarte niż w ulotnej rozmowie. Choć patrząc gdzie zmierzają obecne trendy trzeba postawić tutaj dużą gwiazdkę przy tym stwierdzeniu.

No i się rozgadałem zbytnio, ale mam nadzieję, że w efekcie zostanę lepiej zrozumiany, niekoniecznie odebrany. :-)

Pozdrawiam cieplutko, niech moc będzie z Wami.

Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku